Zmęczona słowem

Najpierw słyszysz to w ciąży „zostaw to!”, „tego nie rób!”, „tego ci nie wolno!”. Rozkazy, zakazy zalewają Ci uszy, masz serdecznie dość kolejnego kilograma złotych rad i złotoustych wtrącalskich, którzy wiedzą przecież lepiej od Ciebie samej co jest dla Ciebie najlepsze. Krztusisz się słowem, a ciążowe hormony (i humory!) z pewnością nie załagadzają Twojego wewnętrznego buntu w temacie. Tymczasem mija kilkanaście tygodni i co sama robisz? „Zostaw to!”, „przestań!”, „tego ci nie wolno!” Sama zaczynasz strzelać pociskami zakazów i komend, powtarzasz je jak mantrę kilkanaście razy na… godzinę. Dzień w dzień. Do wyrzygu i zakwasów na języku. No cóż, dziecko raz nie posłucha, dziecko jest uparte, podobnie jak Ty wcześniej uodporniło się już na przejmowanie się zakazami. Pozornie, jak ja kiedyś dostosowuje się do wykrzykiwanych „rad”, jednak za chwilę robi i tak po swojemu.

Rozkazy, zakazy, tysiące słów z wykrzyknikami każdego dnia, w trakcie zabawy, równocześnie z rozmową z kimś innym, w zmęczeniu i znurzeniu ciągle tymi samymi komendami. Zmęczona słowem z czasów ciąży i pierwszych tygodni życia z maluszkiem, zbieram je na nowo z kąta, w które je posyłałam i wzniecam na nowo w powietrze.

Kiedyś na pewno je zabije. Kiedyś znikną. Ale teraz bez nich ani się rusz.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s