„Nasze ciała dają życie. Prawda o ciałach bogiń, które zostały matkami” (z bliznami)

Każda z mam ma swoją niesamowitą, indywidualną historię narodzin macierzyństwa. Większość z nas stan ten niesamowicie zmienił, mocno zaskoczył, przewartościował priorytety, zmienił plan dnia i największe marzenia, a wiele myśli i wyobrażeń zrobiło fikołka o 180 stopni i tak już pozostało.

Każda z nas na początku swojej mamowej drogi zmierza się z innym problemem. Dla niektórych są to problemy okołodziecięce (nieprzespane noce, bezradność, niewiedza dotycząca obsługi techniczno-emocjonalno-zdrowotnej małego szkraba), jest jednak i druga, może i mniej popularna w „artykułach dla mam” strona medalu. Są to problemy związane z nią samą: kłopoty z dostosowaniem się do nowych warunków życia, gdzie nie ma już jej-kobiety, która może wszystko kiedy i gdzie chce, która może poświęcić tyle czasu ile chce na makijaż, ubranie się, kąpiel, relaks i bycie ze sobą samą. Która czy chce czy nie chce, czy umie czy nie, musi NAGLE obrócić swoje życie o 180stopni i to jeszcze w momencie kiedy ma na takie rewolucje najmniej sił w całym swoim życiu: wymęczona ciążą, porodem, nieprzespanymi nocami, jedzeniem na szybko, na zimno i byle czego, ciągłym huśtaniem coraz cięższego szkraba i nieustanną 24-godzinną uwagą (a w tym: niepokoje, stresy, nudząca monotonia, samotność i inne bajery). Wiele kobiet przechodzi psychiczne upadki, wiele czuje się niedoceniona, mnóstwo nie umie zaakceptować też swojego nowego, innego ciała.

macierzynstwo-bez-photoshopa-b-iext38679774Książka „Macierzyństwo bez photoshopa” postanowiło zająć się tym ostatnim aspektem macierzyńskiej palety. Książka o której mowa jest czwartą z kolei publikacją pochodzącą z projektu „Macierzyństwo bez lukru„, a dla tych co o takiej akcji jeszcze nie słyszeli dodam, że jest to charytatywna akcja blogujących rodziców na rzecz Mikołaja Kamińskiego z Fundacji „Zdążyć z pomocą” (szczegóły TUTAJ)

Jej autorami jest 20 dzielnych kobiet-matek (ale i tatusiów!). Dzielnych, bo po pierwsze całe swoje honorarium przeznaczyli na rzecz chorego Mikołajka, ale i dlatego że chcąc pokazać obraz z życia mamy-prawdziwej, a nie tej z reklam, opakowań po chusteczkach czy prasie dla kobiet, postanowiły odkryć przed nami swoje ciała… i dusze (a każda z nas wie jak trudne jest to nieraz po ciąży).

Tą niepozorną w swym formacie i grubości książkę, miałam okazję pochłonąć (bo raczej czytaniem tego nie nazwę) dzięki BlogiMam i choć z wielu rzeczy sama zdawałam sobie sprawę, to naprawdę miło się wreszcie przeczytało o „niezfotoszopowanej”, wygładzonej by nie przestraszyć potencjalnych mam, wypieszczonej przez puder reklamy codziennej prawdzie kobiet, które urodziły dzieci.

Są tu opowieści o złości na swoje ciało, ale i o pokonaniu swoich cielesnych kompleksów właśnie dzięki ciąży (przecież było domem dla mojego dziecka, jak mogłabym go nie szanować?). Są o pulchnej kobiecie która uwielbia siebie i swoje ciało i o chudzince która musiała walczyć z depresją i swymi kompleksami bardzo długo by wreszcie się zaakceptować i polubić. Są o totalnym braku czasu dla siebie i NA siebie (kto w poradniku napisałby to tak szczerze!). Jest i nawet opowieść kobiety, która mimo że kocha swoje dzieci nienawidzi być w stanie błogosławionym (już widzę to ten oburzony brak zrozumienia, gdyby coś takiego miano puścić w telewizji). Kopalnia opowieści, przeżyć i emocji, w tym i głos na ostatnio popularny temat okołomacierzyński „Dlaczego oburza nas widok matki karmiącej piersią, choć bawi wizerunek roznegliżowanej i naoliwionej kobiety zachwalającą gładź szpachlową?” – pyta retorycznie jedna z bohaterek.

Mówią, że każda z nas znajdzie tu historię o sobie. Ja wprawdzie swojej nie znalazłam, znalazłam za to historię/słowa idealne dla siebie:

„Nie wszystko co ludzie chcieliby zobaczyć w ciele matki, jest dostrzegalne na zewnątrz. Niezależnie od tego, jak jej indywidualne geny wpłynęły na widoczność (lub nie) siwych włosów, zmarszczek, blizn, cellulitu czy tkanki tłuszczowej, matkę zawsze trzeba mierzyć skalą jej przeżyć i wewnętrznych doświadczeń. Liczbą nieprzespanych nocy poświęconych na czuwanie przy dziecku (…) Nieomal fizycznym współodczuwaniem z dzieckiem jego bólu. (…) Setki, tysiące, miliony pytań które matka zadaje sama sobie od chwili, gdy dziecko jest już po jasnej stronie brzucha, żłobią głębokie bruzdy niewidoczne gołym okiem” (Dorota Gęsiorowska).

A więc po co zwracać tak szaloną uwagę na ciało? Szanowne Drogie Otoczenie Mam, spójrzmy może wreszcie na ich duszę ?

ps. dla zainteresowanych, książka jest do kupienia TUTAJ

Reklamy

2 uwagi do wpisu “„Nasze ciała dają życie. Prawda o ciałach bogiń, które zostały matkami” (z bliznami)

  1. Spotkałam się z pewną mamą, która nie mogła przeżyć blizny po cesarskim cięciu – ponieważ marzyła o naturalnym porodzie… strasznie się zdziwiłam, ponieważ zamiast być szczęśliwą, że dziecko urodziło się zdrowe, to była załamana cesarką.
    Każda kobieta przeżywa wszystko inaczej, myśli inaczej, chce inaczej. Dla jednej ciało będzie przedmiotem do urodzenia i nie będzie przywiązywała, czy zrobiło się 5 czy 10 rozstępów, dla drugiej zmiana ciała będzie najgorszą katastrofą.
    Książka może być na prawdę ciekawa. Być może skusze się na jej analizę 🙂
    Pozdrawiam ciepło
    matkapolka89

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s