W samym centrum świata, czyli nasze ŚDM w Krakowie

Ten tydzień to dla Ciebie sam raj. Tydzień, w którym nasze miasto przeobraziło się chwilowo w samo centrum świata. Pod okna naszego domu zjechało kilkaset tysięcy ludzi z setek krajów, co widać i słychać na każdym kroku i w każdym miejscu. Teraz więc na spacerach nie szukamy już jakichś tam banalnych piesków, biedronek i mrówek. Teraz podziwiamy tańczących, mega pozytywnych, otwartych, uśmiechniętych, wielokolorowych młodych, zakręconych ludzi. Ty wydajesz się zupełnie nie przejmować faktem, że mówią do Ciebie w 120 różnych językach, nie wstydzisz i nie płaczesz ze strachu (jak masz to w zwyczaju kiedy ktoś przyjdzie do nas do domu!) kiedy co drugi z nich Cię zaczepia, uśmiecha, woła, głaska, robi zdjęcia a nawet daje prezent (Libański brodacz o wyglądzie terrorysty wręczył Ci na pamiątkę medalik ;).

Zafascynowana wchodzisz do kościoła pełnego kolorowych flag i głośnych śpiewów po arabsku, zafascynowana oglądasz tłumy wracające z Błoń czy stojące na przystanku – a im więcej i głośniej tym chyba nawet dla Ciebie lepiej. Uwielbiasz oglądać helikoptery, które co 3 minuty patrolują miasto z nieba. Zaczepiasz żołnierzy i zorganizowane grupy policji. Podziwiasz wozy policyjne na sygnałach. Specjalnego wrażenia nie zrobiła na Tobie nawet kolumna karetek pogotowia, które chcąc przedostać się przez morze ludzi włączyła swoje koguty na fulla.Taki charakter. Fascynata świata

Jak więc tu się dziwić, że nudzi Cię siedzenie na codzień ze mną jedną i wiecznie tą samą w jednym pomieszczeniu?!

Reklamy

Dorosłość dziecka

Dawniej myślałam że roczne dziecko to już dorosły. Że problemy może nie że się kończą, ale wiele z nich odchodzi. Że dziecko jest już samodzielne w zabawie, jasno wyraża swoje potrzeby a emocje są czytelne dla opiekuna.

Już za kilka dni skończysz 11 miesięcy a za miesiąc pełny roczek. Zmieniłaś się, wiadomo. Patrząc na te kilka miesięcy wstecz aż niedowierzam jak wielką drogę wspólnie przebyłyśmy w tak krótkim czasie. Z usypiania bez problemu (w szpitalu nawet do tego stopnia, że nie chciałaś się budzić na jedzenie i pielęgniarki kazały karmić na siłę co wyglądało strasznie!), po trzymanie komórki z nagraną suszarką w wózku, usypianie na fotelu, łóżeczku, wózku z bujaniem, wózku bez bujania, blisko mnie albo właśnie daleko bym Cię nie rozpraszała, w hałasie i w totalnej ciszy gdzie nawet skrzypnięcie podłogi Cię przebudza. Z suszarką, z szumisiem, z komórką… I mowa tu o samym spaniu! A gdzież pomieścić i jak opisać Twoje przeistaczanie się z pomarszczonego, wiecznie płaczącego z nieznanej przyczyny noworodka, po leżakującego na brzuszku, potem siedzącego a teraz już pięknie chodzącego za rączki i samodzielnie na chodziku wysokiego blond bobasa?!

Mimo tych przepoczwarzań niestety nie jest tak jak myślałam. Nie mam ani minuty więcej dla siebie. Ostatnio, kiedy pojawiły się problemy z usypianiem (i w dzień i na noc, ba codzień budzisz się jeszcze z placzem o 4 w nocy i pomaga tylko picie) mam go dużo mniej. Nie umiesz i nie chcesz bawić się sama, nie można Cię zostawić na minutę samej, bo nigdy nie wiadomo kiedy coś Cię nagle wkurzy, a co niebezpiecznie okazujesz zawsze rzucaniem się głową w tył (siedząc na podłodze – rzucasz się w tył z całej siły, siedząc na wersalce – robisz to samo, ale liczne mostki wkurzacza powodują Twoje obroty ciałem zbliżając go do końca wersalki. już nieraz niewiele brakowało żebyś spadła na podłogę głową w dół. ps. obkładanie poduszkami nic nie daje, dla Ciebie to zadna przeszkoda).

Jesteś małym, wymagającym furiatem. Twoje emocje i potrzeby są na pewno już dużo czytelniejsze do odszyfrowania, ale nie raz wciąż nie wiem skąd, po co i jak utulić ten płacz. Przykład: wczoraj. Wstałaś o  5, uśmiechnięta i wyspana. Po 15 minutach zaczął się płacz, który trwał, trwał, wyciszał się i pojawiał znowu. Zmęczona jak upiór, z oczami czerwonymi jak królik, po 4 godzinach!! usypiania wreszcie się nam udało. Ale po obudzeniu dalej był płacz i płacz… i tylko te oczka wpatrzone w nas, mówiące: no pomóż mi wreszcie przestać. Zęby to nie były, no więc CO?

Teraz kolejnym granicznym wiekiem „dorosłości” nie jest już roczek. Teraz łudzę się, że lepiej będzie wtedy kiedy zacznie coś mówić, chodzić albo ja (niestety!) pójdę do pracy, odmóżdżę się od Ciebie i przez to może lepiej zrozumiem. Bo może to wszystko to tylko już ten brak sił i rutyna? A może to ja, nie Ty jeszcze nie dorosłam…

Koniec przerwy technicznej

Już prawie miałam porzucić pisanie na tym blogu, bo ta ponad miesięczna przerwa w posiadaniu jakiegoś działającego sprzętu z Internetem zrobiła tu takie braki, że nie łudzę się, po prostu nie sposób ich nadrobić. Każdy tydzień w życiu malucha to przecież jak miesiąc, a każdy miesiąc obfituje w wydarzenia, nowe umiejętności i zachowania, no i niestety matczyno-tatczyne kumulacje zmęczenia jak pełny rok. Więc jak ten „rok wydarzeń” spisać w 1 poście?!

Mimo tego co minęło, co ważne w Twoim rozwoju a jednak tak głowo-ulotne ze względu na ich obfitość by wszystko spamiętać i odtworzyć, usadawiam się znów przez Twoim-NASZYM pamiętnikiem i choć póki co nie wiadomo od czego zacząć i gdzie skończyć tą opowieść, chcę ją kontynuować. Tak szkoda byłoby przecież tych wszystkich dni i emocji, jakie Ci tu dotąd pozostawiłam.

Masz już 10,5 miesiąca. Czas bardzo chaotyczny i nerwowy – dla nas wszystkich. Ty, bo kolejne zęby (są już 4 lub 5, ciężko policzyć u takiej Śrubki jak Ty), bo humorki, bo okres „tylko mama, reszta precz”, bo zawsze musi być tylko i tylko po Twojemu, bo jesteś high-need i kropka 🙂

My, bo 1) patrz wyżej a to co wyżej okrutnie męczy, nuży, stresuje, przytłacza monotonią,

bo 2) jesteśmy jednak kategorią ludzi którym nie wystarcza tylko (aż) dziecko – my by żyć potrzebujemy chwil samotności w ciągu dnia, chwil na „czynności wyższe” niż tylko dom/ praca, chwil innych niż te odtwarzane codziennie, a z Tobą niestety tak o to wszystko trudno…,

wreszcie bo 3) chcielibyśmy wreszcie kupić sobie: wreszcie swoje, wreszcie większe mieszkanie – to obecne nas strasznie przytłacza, wkurza swoim brakiem pojemności na dziecięce gadżety i tym że biegająca teraz za rączki Ty nie wyrabia już na zakrętach ze względu na mały metraż 😉

Jest trudno, a Ty i fakt że z każdym kolejnym miesiącem, zamiast być bardziej „samodzielna” w zabawie i mniej głośna i wymagająca, calutki długi 10,5 miesięczny czas jesteś w równej mierze nieodkładalna i nie do zostawienia i zajęcia się samej ani przez minutkę.

Dziadkowie wkurzają – bo ci, którzy jako jedyni odwiedzając nosili, nosili.. i nie robili nic innego (my staraliśmy się właśnie do tego nie przyzwyczajać i bardziej urozmaicać to zajmowanie Tobą), teraz pięknym chórem mówią że to nasza wina, bo tak ją „przyzwyczailiśmy”. Drugi chór podkreśla jeszcze tylko, że przy nich jesteś mistrzem grzeczności i samodzielności, więc czytaj wniosek powyżej: to i tak NASZA wina, że przy nas jesteś jaka jesteś 🙂 Mhm, oczywiście. Przecież moim marzeniem było mieć nieodklejalnego cienia, który nawet zjeść porządnie człowiekowi nie pozwoli bo już grzebie rękami w moim talerzu.

Ale stan ducha i umysłu oraz cały zarys sytuacji zrozumie tylko ten, kto przez ponad 10 miesięcy, bez specjalnego szału w kontaktach z ludźmi, „normalnym” światem i wolnością w jego odbiorze (przypominam: sama nie mam jak wyjść na spacer, bo 3 piętro i ponad 26kg do zniesienia są ponad moje ręce, bo nie mam telewizora, radia, a teraz i przez miesiąc Internetu) minuta po minucie (odliczając godziny niespokojnego spania) musi wymyślać nowe zabawy, rymowanki, aktywności ruchowe dla swojego dziecka. Rozumiecie, prawda? 10 miesięcy, ponad 300 dni, czyli grubo ponad 432 tysiące minut które równają się 432 tysiącom zabaw – bez żadnej przerwy, inspiracji i rzadko ze wsparciem drugiej osoby !

Łatwo nie jest i nie będzie. No cóż zrobić…

Ale że koniec po takiej przerwie w pisaniu o miłości powinien być raczej pozytywny, taki mały wniosek: w przeciwieństwie do życia z Tobą, kochać Ciebie wcale nie jest takie trudne 🙂

Krem nawilżający na dzień oraz Serum Perły Młodości, Nivea Q10

8862_170744_1280_720W ostatnich miesiącach dzięki Nivea i BLOGrecommend miałam okazję zrobić wreszcie coś dla siebie. A właściwie wreszcie coś sobie DAĆ. Złe, właściwie żadne odżywianie, niedosypianie, permanentny stres, zmęczenie, a gdy dodać do tego jeszcze 30 urodziny w tym roku, wychodzi naprawdę nieciekawy widok przed lustrem. Czytaj dalej „Krem nawilżający na dzień oraz Serum Perły Młodości, Nivea Q10”

Nasz pierwszy Dzień Ojca.. od razu w prasie :)

Wiadomo, nie prezenty są najważniejsze, ale w pierwszy Dzień Ojca jaki przyszło nam razem świętować, chciałam dać od Ciebie coś oryginalnego, coś co zostałoby dłużej i było fajną pamiątką na lata. Jeden pomysł był Twój, bo uwielbiając bawić się kluczami sama jasno i twardo powiedziałaś mi, że fajnie by było mieć tam jeszcze dyndające zdjęcie z Twoją podobizną – dla Ciebie do zabawy, a dla taty jako przypominacz że nie jest już wolnym strzelco-Piotrusiem Panem ;p

Drugi pomysł przyznaję był mój. Artykuł w gazecie. To znaczy nie takiej prawdziwej, ale na prawdziwą imitowaną. Artykuł jak na miłośniczkę pisania napisałam oczywiście sama, choć na serwisie  GAZETOMANIA można wybrać sobie dedykowane na różne okazje gotowce.

W związku z tym, że u nas w domu Gazetomańska gazeta jest już znana, nie dało się wkręcić taty, żeby uwierzył, że faktycznie jest sławny i podziwiany przez całe społeczeństwo, dlatego poszłyśmy w stronę artykułu na wesoło. Dla tych, którzy nie znają jeszcze tej wkrętki pole do popisu jest dużo szersze, a radość z prezentu pewnie jeszcze bardziej okazała, jednak my i tak poradziłyśmy sobie doskonale z wywołaniem szczerego zaskoczenia i radości u Tatulka… no ale jak się umie pisać tak ciekawie jak ja… 😉 Choć całego artykułu nie sposób tu przytoczyć, jego puenta była taka, że dla młodego ojca lepsze jest już chyba siedzenie w więzieniu, bo tam wolności zaznaje więcej niż w domu z marudnym dzieckiem i wymagającą żoną (a może na odwrót – wymagającym dzieckiem i… 😉 )

Ogólnie podsumowując nasze radosne świętowanie ojca, choć cała zabawa najtańsza nie jest, patrząc na reakcję i pamiątkowość prezentu myślę że dla takiego uśmiechu warto! 🙂

2016-06-17 (3) 2016-06-17 (10)

ps. równie ciekawe jest wykorzystanie pomysłu na inne okazałe okazje 🙂 Na październikową 30tkę Taty już u nas raczej nie ma co, ale jako prezent na ślub zamiast tradycyjnej kartki? Trzeba ten pomysł zapamiętać! 🙂

Prezent zrealizowany dzięki współpracy z:

LOGO_gazetomania_pl